Bawmy się smakami

Wspomnieliśmy o swobodzie i o znaczeniu jakie ma ona przy gotowaniu. Będziemy się upierać, że to jedna z najważniejszych spraw i jest to coś, do czego należy dochodzić stopniowo. Człowiek, który dopiero zaczyna swój kulinarny rozwój ma wiele pytań i wątpliwości, więc musi szukać rozwiązań. Pomaga mu w tym internet oraz ewentualnie książki i poradniki. Taka niepewność to coś naturalnego, tak samo jak naturalne są nieudane, niesmaczne potrawy.

Początkowo musimy liczyć się z tym, że będą one wychodzić spod naszej ręki w sposób całkowicie niewymuszony. Dopiero upływający czas zmieni sytuację. Kiedy będziemy nabierać pewności w operowaniu smakami, składnikami, przyprawami, to otworzy się przed nami zupełnie nowa perspektywa w gotowaniu. Odkryjemy (być może z zaskoczeniem), że kuchnią można się bawić. Że przepisy, choć ważne, mogą stanowić zaledwie punkt wyjścia, a cała reszta jest w rękach naszej własnej wyobraźni.

Ta zabawa może nie tylko dać nam sporo twórczej satysfakcji, ale także sprawi, że będziemy chcieli próbować, degustować i dzielić się efektami z bliskimi. Ten znakomity smak potraw będziemy zawdzięczać przede wszystkim własnej inwencji oraz intuicji w dobieraniu proporcji. Ta intuicyjność jest cechą wielu znakomitych kucharzy, którzy nie odmierzają przypraw i składników z aptekarską precyzją. Nierzadko idą oni na żywioł i dodają wszystkiego „na oko”. To ostatnie podejście znamy przecież z własnego doświadczenia w domowym gotowaniu.

Teraz tę zasadę można zastosować w ramach zupełnie innej kulinarnej tradycji.